🍻 Brytyjski Program O Edukacji Seksualnej

Warsztaty prowadzone będą przez osoby z wykształceniem pedagogicznym, psychologicznym lub medycznym, z udokumentowanym doświadczeniem w prowadzeniu edukacji zdrowotnej oraz udokumentowane doświadczenie w pracy szkoleniowej w zakresie edukacji seksualnej w okresie ostatnich 3 lat. Aby zajęcia mogły odbyć się w szkołach, konieczna jest WPHUB. anja rubik. + 3. oprac. Mateusz Patyk. 17-10-2019 10:53. Anja Rubik w proteście przed Sejmem. Broniła edukacji seksualnej. W środę 16 października odbyło się pierwsze czytanie programu, lekcje edukacji seksualnej pomagają rozwijać u młodych osób szacunek do innych i samych siebie, budować poczucie własnej wartości, a w konsekwencji także kształtować zdrowe, silne i wartościowe relacje i związki6. II. Zajęcia edukacji seksualnej powinny być obowiązkowe, chociaż w obecnym Tuż przed rozpoczęciem sejmowej debaty o obywatelskim projekcie ustawy wprowadzającej kary za propagowanie edukacji seksualnej, lider partii Wiosna Robert Biedroń zacytował na Twitterze słowa papieża Franciszka o konieczności edukacji seksualnej w szkołach i że "seks jest darem od Boga". Konkret24 sprawdził, że cytat jest prawdziwy, a papież takiego sformułowania w ostatnim roku Aldona Hartwińska Foto: Aldona Hartwińska / materiały własne. Szwedzkie dzieci mają wiele podobnych książek. W tej samej serii ukazała się Kärlekboken ( Książka o miłości, w której na obrazku tłumaczy się dzieciom, na czym polega stosunek seksualny), Våldboken (Książka o przemocy), czy Dödenboken (Książka o śmierci). „W Wielkiej Brytanii podczas edukacji seksualnej prowadzący rozbierają się i na sobie prezentują reakcje fizjologiczne” – takimi informacjami dzielili się eksperci zaproszeni przez Parlamentarny Zespół na rzecz Polityki i Kultury Prorodzinnej na debatę o „Warszawskiej deklaracji na rzecz społeczności LGBT+”, jaka odbyła się w Sejmie RP 2 kwietnia 2019. Mój drugi solowy filmik!Pierwszy był wprowadzeniem do projektu #wdztomy i #edukacjaseksualnatomy ale opowiadam w nim także o tym, co to jest WdŻ, jakie są ro W rozmowie z TVP minister edukacji ostro skomentował protesty wobec wprowadzania zmian w prawie oświatowym: – Cała lewica i lewactwo mają świra na punkcie twardej edukacji seksualnej typu B, która demoralizuje dzieci, wtłacza im w głowy jakieś głupoty nieprawdopodobne rodem z ideologii neomarksistowskiej. Na to nie chcemy pozwolić WPHUB. 20.01.2022 13:44. Przemysław Czarnek o seksie. Dosadne słowa ministra edukacji. 105. Przemysław Czarnek znów uczestniczył w czacie na Twitterze. W trakcie dyskusji mówił m.in. o kwestii wprowadzenia edukacji seksualnej do programu nauczania. Jego słowa są bardzo dosadne. Parlament Europejski krytykuje Polskę za projekt ustawy o edukacji seksualnej. MEN: "Trudno mówić o zakazie" 14 listopada 2019, 18:43 W logo banan i brzoskwinia, na grafikach mnóstwo kolorów i uroczych obrazków, a w treści tematyka dotycząca edukacji seksualnej. Tak w skrócie można opisać Co Do Czego - kampanię Mówię głośno - NIE dla zakazu edukacji seksualnej w Polsce. Po rozmowach z Wami wiem, że tego potrzebujecie. Po rozmowach z Wami wiem, że tego potrzebujecie. Pamiętajcie, nigdy nie jest za yba7Epf. Kto się boi wagin i penisów? Projekt „Stop pedofilii”, penalizujący edukację seksualną, pozytywnie przeszedł pierwsze czytanie na ostatnim posiedzeniu Sejmu VIII kadencji. Prawicowe media straszą seksualizacją dzieci, „genderem” i LGBT, a zgniły Zachód znów jest wrogiem numer jeden. Wychodząc ze sfery bajek i mitów, zwróćmy się ku faktom i liczbom, by zobaczyć, kto tak naprawdę ma problem z tym, że młodzież prędzej czy później zaczyna uprawiać seks. Szacunkowy odsetek ciąż u nastolatek w wieku 15-19 lat (na 1000 kobiet) w latach 2015-2020, dane ONZ Polska – 10,5 Czechy – 12,0 Rosja – 20,7 Mołdawia – 22,4 Węgry – 24,0 Słowacja – 25,7 Bułgaria – 39,9 Szwajcaria – 2,8 Holandia – 3,8 Dania – 4,1 Belgia – 4,7 Francja – 4,7 Norwegia – 5,1 Szwecja – 5,1 Finlandia – 5,8 Islandia – 6,3 Austria – 7,3 Irlandia – 7,5 Niemcy – 8,1 Wielka Brytania – 13,4 Liczba aborcji na 1000 żywych urodzeń, dane WHO, 2015 r. (Holandia – 2014 r.) Szwajcaria – 118 Słowacja – 126 Niemcy – 135 Holandia – 152 Finlandia – 171 Czechy – 184 Islandia – 223 Wielka Brytania – 255 Francja – 268 Węgry – 340 Rumunia – 378 Bułgaria – 421 Ktoś powie, że te wskaźniki tak wyglądają, ponieważ zachodnie nastolatki częściej decydują się na aborcję, więc urodzeń wśród nich jest mniej. A jednak nie. Jeśli popatrzymy na liczbę dokonywanych aborcji, znika podział na Wschód i Zachód. Skąd więc różnice między Wschodem a Zachodem w kwestii ciąż u nastolatek? Odpowiedzią jest przede wszystkim poziom edukacji seksualnej. Holandia, czyli lewacki raj Holenderska edukacja seksualna to znakomity przykład edukacji kompleksowej, która ma na celu przekazanie uczniom wiedzy, umiejętności i wartości niezbędnych do dokonywania zdrowych wyborów w życiu seksualnym. Jest ona obowiązkowa i postrzegana w kategorii prawa dzieci do edukacji, nie zaś sprawy warunkowanej przez światopogląd rodziców. Skuteczność modelu widać w świetnych statystykach. „Już czterolatki w przedszkolu dowiadują się, co to znaczy zakochać się, i o miłości rozmawiają z wychowawcą. Uczą się też odróżniać normalne przytulenie dziadka, wujka czy przyjaciela taty od takiego, które w Polsce nazywamy »złym dotykiem«. Maluchy dowiadują się, jak mają reagować w sytuacji zagrożenia molestowaniem i zastraszaniem przez dorosłego – pisze na portalu Ewa Grochowska, polska dziennikarka mieszkająca w Holandii. – Siedmiolatek ma umieć nazwać wszystkie części ciała, w tym narządy płciowe, poznaje także, obok tradycyjnych, różne typy rodzin, np. złożone z pary lesbijek lub gejów. W wieku 11 lat uczeń holenderskiej szkoły omawia rodzaje orientacji seksualnej, uczy się szacunku i akceptacji różnorodności w tym zakresie”. Już 11-latek ma szansę zdobyć w szkole wiedzę w zakresie antykoncepcji. Warto jednak zwrócić jeszcze uwagę na czynnik, który często pomija się w dyskusjach o aborcji czy edukacji seksualnej. Mianowicie w krajach Europy Zachodniej liczną grupę stanowią imigranci i potomkowie imigrantów z krajów muzułmańskich. Tak jest również w Holandii. Wydawać by się mogło, że obowiązujące muzułmanów restrykcyjne prawo obyczajowe powinno wpływać na ogólnokrajowe wyniki w sposób pozytywny. Liczby tymczasem mówią co innego. Z danych opublikowanych przez holenderski odpowiednik GUS (dla 2008 r.) wiemy, że „wskaźnik aborcji jest znacznie wyższy wśród niektórych niezachodnich grup etnicznych niż wśród kobiet pochodzenia holenderskiego”. Jeśli chodzi o Holenderki, wskaźnik ów wynosił 5,5 na 1000 kobiet, u Turczynek ok. 12, a u Marokanek ok. 19. Nie udało mi się ustalić, czy podobnie dzieje się w innych krajach europejskich z dużą liczbą imigrantów. Warto jednak o tym pamiętać, zanim Szwecję czy Wielką Brytanię, gdzie wskaźniki aborcyjne są relatywnie wysokie, uznamy za „porażkę permisywnej edukacji seksualnej”. Szwajcaria – edukacja seksualna jako interes publiczny Na szczególną uwagę zasługuje Szwajcaria z najniższym odsetkiem ciąż u nastolatek. – To państwo federacyjne, więc większość odpowiedzialności za edukację seksualną spada na władze kantonów – mówi Anka Grzywacz, polska seksuolożka i coach mieszkająca w Szwajcarii. – W każdym z nich może obowiązywać inny program nauczania. W programach edukacji seksualnej w szkołach zawarte są jedynie sugestie, co dzieci czy młodzież powinny umieć na danym etapie nauczania. W dodatku każda szkoła również ma pewną autonomię i we własnym zakresie ustala, jak omawiać dane zagadnienie. Ekspertka wyjaśnia, że na wczesnych etapach edukacji (przedszkole i pierwsze lata podstawówki) edukacja seksualna jest realizowana w szerszych blokach tematycznych. – Bardziej chodzi tu o to, by nauczyciele poruszali kwestie z tej dziedziny w odpowiedzi na konkretne potrzeby dzieci. Rozmawiali z nimi, wspólnie oglądali filmy. Sprawy związane ściślej z seksem czy antykoncepcją pojawiają się dopiero w edukacji nastolatków, między 11. a rokiem życia (do tego wieku jest w Szwajcarii obowiązek szkolny). – Tu też występują spore różnice w zależności od kantonu czy nawet szkoły. Jeśli chodzi o zakres poruszanych zagadnień, to, co wspólne dla danego kantonu, jest określone w programie bardzo ogólnie, np. jako prawa człowieka, seksualność, zrozumienie różnych sytuacji życiowych, dotyczących przyjaźni czy relacji, bądź różnic między płciami, a także zagadnienia związane z ciałem i zdrowiem człowieka. Dużo zależy więc od kompetencji nauczyciela – tłumaczy dalej ekspertka. Co zatem różni Polskę i Szwajcarię? Anka Grzywacz wymienia przede wszystkim brak możliwości wypisania dziecka z zajęć z edukacji seksualnej. – Zasada ta została usankcjonowana wyrokiem sądu w głośnej sprawie zainicjowanej przez grupę rodziców z Bazylei, którzy nie chcieli, by ich dzieci uczestniczyły w tego rodzaju zajęciach. Sąd jednoznacznie określił, że przekazywanie wiedzy o zdrowiu seksualnym lub przeciwdziałaniu przemocy odbywa się w ramach dbania o interes publiczny. W praktyce w tutejszych szkołach często nawet nie informuje się rodziców o tym, że planowana jest jakaś pogadanka, a jeśli już pojawia się taka informacja, ma raczej charakter oznajmujący niż pytający, czy można. Wiem również, że rzadkością są zgłoszenia rodziców, którzy nie chcą, by ich dzieci brały udział w tego rodzaju zajęciach. Ekspertka podkreśla, że antykoncepcja, w tym postkoitalna, jest dostępna bez recepty, a szwajcarskie nastolatki mogą iść do ginekologa bez wiedzy rodziców. Nie bez znaczenia jest także istnienie i sprawne działanie edukacji uzupełniającej, pozaszkolnej. – W Szwajcarii funkcjonują zewnętrzne wobec szkoły centra zdrowia czy poradnictwa seksualnego – mówi Anka Grzywacz. – Młodzi ludzie mogą tam przyjść, uzyskać poradę, zrobić testy na HIV albo inne choroby, dostać prezerwatywy. Polska i Węgry – czyli jak się chroni rodzinę W Polsce edukacja seksualna realizowana jest w ramach przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie. Zarówno u nas, jak i na Węgrzech* – od czasu przejęcia tam władzy przez narodowo-konserwatywny Fidesz – jest to edukacja abstynencyjna, skupiona głównie na podkreślaniu wartości małżeństwa (rozumianego jako związek heteroseksualny) i rodziny. Na Węgrzech założenie, że szkoła powinna przede wszystkim przygotować dzieci do życia w rodzinie, zostało wpisane do specjalnego Aktu Ochrony Rodziny, wydanego w 2012 r. Wysiłki pedagogów powinny zmierzać do przekonania młodzieży, że z seksem należy czekać do ślubu. W zakresie umiejętności, które musi przyswoić uczeń, jest nawet wymienienie „argumentów biomedycznych, psychologicznych, społecznych i moralnych za inicjacją seksualną w małżeństwie”. Młodzież w polskiej i węgierskiej szkole jest poza tym przekonywana, że antykoncepcja mechaniczna i farmakologiczna i tak się nie sprawdza. W Polsce widać nacisk na „rodzinne wychowanie do miłości, prawdy, uczciwości, wychowanie patriotyczne, religijne, moralne (…), uświadomienie i uzasadnienie potrzeby przygotowania do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny”, a dorastanie i seksualność postrzegane są w kategoriach trudności do pokonania. Jak raportuje grupa Ponton, wychowanie do życia w rodzinie bardzo często jest prowadzone przez katechetów, w sposób nudny i naszpikowany ideologią, w której naturalne zainteresowanie seksem ma być raczej tłumione. W podręcznikach trafiają się cytaty z Jana Pawła II. Natomiast w podstawie programowej i komentarzu do niej – jak przeanalizowali aktywiści z Pontonu – „słowo seks pojawia się dwa razy, jako cyberseks oraz uzależnienie od seksu. Antykoncepcja pojawia się pięć razy, za każdym razem przeciwstawiona naturalnym metodom planowania rodziny, przyrównywana właściwie do aborcji”. I na Węgrzech, i w Polsce antykoncepcja postkoitalna (pigułka „dzień po”) dostępna jest jedynie na receptę. Jeśli chodzi o aborcję, to mimo że w węgierskiej konstytucji od 2012 r. znajduje się zapis o ochronie życia ludzkiego już od poczęcia, prawo wciąż zezwala na usunięcie ciąży do 12. tygodnia, jeśli kobieta jest w trudnej sytuacji życiowej. Przed zabiegiem kobieta ma obowiązek dwukrotnie spotkać się z psychologiem – między spotkaniami ma zaś trzy dni na ponowne przemyślenie swojej decyzji. Co więcej, prawo węgierskie zakazuje powszechnie już praktykowanej w Europie aborcji farmakologicznej. Organizacje zajmujące się prawami kobiet raportują też o utrudnionym dostępie do opieki ginekologicznej, wynikającym z cięć nakładów na służbę zdrowia w tym zakresie. Węgrzy chwalą się jednak, że w ciągu pięciu lat od objęcia rządów przez Fidesz liczba aborcji spadła o 23%. Czyżby działała wychowawcza rola prawa, której skutecznością węgierski rząd broni się przed zarzutami środowisk konserwatywnych chcących zaostrzenia prawa aborcyjnego? Raczej nie. Efektem pewnego utrudnienia dostępu do legalnej aborcji i opieki ginekologicznej jest wzrost liczby zabiegów dokonywanych przez Węgierki za granicą. Rezultaty: dyskryminacja kobiet najuboższych oraz brak możliwości rzetelnego ujęcia zjawiska w statystykach, co od lat jest również polską bolączką. Ma to zresztą dalsze skutki. Brak rzetelnych statystyk ułatwia tworzenie treści propagandowych, w których zestawia się małą liczbę legalnych aborcji w Polsce z ich znacznie większą liczbą w krajach zachodnich. Pokazują one, że „aborcji wcale nie jest u nas tak dużo, więc edukacja seksualna czy liberalizacja prawa nie jest nam potrzebna”. To manipulacja. Bułgaria – aborcyjni rekordziści Bułgarskie statystyki wyglądają słabo, zarówno jeśli chodzi o ciąże nastolatek, jak i w kwestii współczynnika aborcji. Przyczyny tego stanu rzeczy zostały scharakteryzowane w publikacji „Sexuality education in Europe: an overview of current policies” z 2009 r., autorstwa brytyjskich i szwedzkich naukowców. Oto jej fragment: „Edukacja seksualna nie jest w Bułgarii obowiązkowa i nie ma minimalnych standardów jej świadczenia. Uważa się, że jej zasięg jest niewystarczający i na wsi praktycznie nie istnieje. Edukacja seksualna rozpoczyna się, gdy uczniowie mają ok. 11-12 lat, i koncentruje na męskim i żeńskim układzie rozrodczym, zakażeniach przenoszonych drogą płciową, w tym zagadnieniach związanych z profilaktyką przeciwko HIV/AIDS, antykoncepcją i przemocą, mniej zaś na aspektach emocjonalnych. Zajęcia nie odbywają się regularnie, a nauczyciele nie są odpowiednio przeszkoleni do prowadzenia edukacji seksualnej”. Francja – laicka czy religijna? We Francji edukacja seksualna jest obowiązkowa, rodzice nie mogą po prostu wypisać dzieci z zajęć. Odbywa się w szkole podstawowej i ponadpodstawowej, począwszy od, mniej więcej, szóstego roku życia. Musi uwzględniać wiedzę biologiczną oraz psychologiczne, emocjonalne, społeczne, kulturowe i etyczne wymiary seksualności. Lekcje prowadzone są przez odpowiednio przeszkolonych nauczycieli, a nawet pracowników służby zdrowia. Edukacja seksualna akceptowana jest przez większość społeczeństwa, co wynika też z powszechnego traktowania młodzieży jako „istot seksualnych”, jak ujmują to autorzy wyżej wspomnianej brytyjsko-szwedzkiej publikacji o edukacji seksualnej w Europie. Wielka Brytania – co poszło nie tak? Wielka Brytania od lat podawana jest jako przykład kraju, gdzie mimo wieloletniej edukacji seksualnej nastolatki wciąż masowo zachodzą w ciążę. O co chodzi? – Na Wyspach Brytyjskich obowiązywał wcześniej słabo przemyślany system wsparcia socjalnego – wyjaśnia Antonina Lewandowska, edukatorka z grupy Ponton. – Młodzi rodzice mogli liczyć np. na darmowe lub dofinansowane mieszkanie. Naturalnym następstwem takiej polityki był wzrost odsetka ciąż u nastolatek. Bo jeżeli awans społeczny jest trudny do osiągnięcia (gdy mowa o nastolatkach z uboższych rodzin), kusi zdobycie pewnego komfortu życiowego inną drogą niż ta, do której dostęp mamy utrudniony. Sytuacja wymknęła się więc Brytyjczykom spod kontroli, ale w końcu zorientowali się, że nie idą dobrą drogą. W 1999 r. rząd przedstawił plan strategii walki ze zjawiskiem nastoletnich ciąż. Znowelizowano program edukacji, a od tego roku edukacja seksualna będzie przedmiotem obowiązkowym w brytyjskich szkołach. Zapewniono także dostęp do antykoncepcji dla młodzieży, prowadzone są kampanie społeczne w mediach, stworzono rozsądny system wsparcia dla osób, które już zostały młodymi rodzicami. Przy realizacji programu współpracują ministerstwo zdrowia i edukacji, powstało nawet specjalne biuro do spraw nastoletniego rodzicielstwa. Cały ten plan przewidywał, że w ciągu 10 lat liczba nastoletnich matek zmniejszy się o połowę. Pierwsze efekty było widać już po kilku latach i są one coraz bardziej spektakularne. W tej chwili Wielka Brytania ma już podobny odsetek nastoletnich ciąż jak Polska. Ekspertka podkreśla, że spada też wskaźnik liczby aborcji wśród nastolatek. Od 2008 r. zmniejszył się on o ponad połowę – z 18,9 do 8,1 na 1000 kobiet. Tym samym Wielka Brytania powoli przestaje być asem w rękawie przeciwników edukacji seksualnej. * Informacje o sytuacji na Węgrzech pochodzą z tekstu Bianki Vidy „New waves of anti-sexual and reproductive health and rights strategies in the European Union: the anti-gender discourse in Hungary”, zamieszczonego na Fot. Łukasz Dejnarowicz/FORUM Tagi: aborcja, antykoncepcja, antykoncepcja po, Bułgaria, dzieci, edukacja, edukacja seksualna, Francja, Holandia, kobiety, macierzyństwo, młodzi, młodzież, molestowanie, pedofile, pedofilia, polityka społeczna, Polska, prawa kobiet, przemoc seksualna, rodzicielstwo, seks, szkoły, Szwajcaria, uczniowie, Węgry, Wielka Brytania Podobne wpisy „Trudno jest zliczyć różne absurdalne teorie na temat antykoncepcji – a słyszałam takie zarówno od młodzieży, jak i dorosłych: zakładanie dwóch prezerwatyw naraz, wstrzykiwanie hormonów w macicę, skakanie z szafy, płukanie pochwy colą, bo skoro wyżera rdzę, to jest też plemnikobójcza”, mówi edukatorka seksualna z Grupy „Ponton”. Jakub Bodziony: Czy edukacja seksualna jest potrzebna? Antonina Lewandowska: Oczywiście. Jako edukatorka seksualna nie wyobrażam sobie innej odpowiedzi, ale moje stanowisko nie wynika tylko z mojego doświadczenia – jest podparte naukowymi badaniami. Edukacja seksualna w modelu kompleksowym (ang. comprehensive sex education), zgodnie z którym pracuje Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton”, jest niezbędna do wykształcenia odpowiednich postaw wśród młodzieży. W pracy skupiamy się na budowaniu asertywności, pewności siebie, poczucia bezpieczeństwa. Zapewniamy także dostęp do informacji, które pomagają nastolatkom podejmować świadome decyzje. Tego typu edukacja skupia się tylko na seksie? To tylko jeden z tematów – rozmawiamy również o akceptacji swojego ciała, relacjach, odczuwaniu emocji, o budowaniu związków. Pracujemy z młodzieżą, która ma problemy z samooceną. Tematy z zakresu zdrowia prokreacyjnego i seksualnego rozszerzamy na funkcjonowanie w społeczeństwie. W opublikowanych rok temu wynikach europejskiego badania „Health Behaviour in School-aged Children”, obejmującego kraje UE, polska młodzież wypadła najgorzej w zakresie akceptacji własnego ciała. Dzieci w naszym kraju zaczynają się odchudzać, jeszcze zanim zostaną nastolatkami. To są konsekwencje braku kompleksowej edukacji seksualnej, zalecanej przez Światową Organizacja Zdrowia. Jakie są różnice pomiędzy konkretnymi rodzajami edukacji seksualnej? Oprócz modelu „kompleksowego” istnieje również „mieszany” i „abstynencyjny”, który głosi, że z inicjacją seksualną należy wstrzymać się do ślubu. W tym podejściu nie wspomina się o różnych dostępnych rodzajach antykoncepcji, a także nie porusza się kwestii związanych z akceptacją własnego ciała. Podejście abstynencyjne w dużym stopniu demonizuje ludzką seksualność i zniechęca młodzież do podejmowania kontaktów seksualnych przed ślubem. Ilustracja: Joanna Witek Mogłaby pani podać przykład tego „demonizowania”? Ot, choćby filmy zamieszczone na stronie kampanii „W stronę dojrzałości” , stworzonej na zlecenie Ministerstwa Zdrowia. Zostały one zdjęte ze strony po tym, jak zwróciliśmy uwagę na zawarte w nich treści. Znajdowały się tam stwierdzenia mówiące o tym, że stosowanie antykoncepcji jest rakotwórcze i może prowadzić do śmierci albo że zapłodniona komórka komunikuje się z matką, mówiąc „przyjmij mnie”. Ale antykoncepcja hormonalna może wywoływać skutki uboczne. Zgoda – i producenci o tym informują, a jeżeli lekarz ma jakiekolwiek wątpliwości co do potencjalnego wpływu leków na zdrowie pacjentki, to powinien przeprowadzić odpowiednie badania. Trzeba zachować odpowiednie proporcje – antykoncepcja hormonalna nie jest odpowiednia dla wszystkich, ale nie można mówić, że jej stosowanie skutkuje śmiercią! Na czym polega podejście mieszane? Znajduje się gdzieś pomiędzy metodą kompleksową i abstynencyjną. W tym podejściu opowiadamy młodzieży o różnych orientacjach seksualnych, wspominamy o antykoncepcji, ale kładziemy zdecydowany nacisk na inicjację seksualną w małżeństwie i prokreacyjny aspekt seksualności. To model „delikatniejszy” niż podejście abstynencyjne, ale cały czas mówimy o tzw. „życiu w czystości”. Nie ma nic złego w podjęciu decyzji o wstrzymaniu się ze współżyciem do ślubu – nie można jednak narzucać jej jako modelu w szkołach i wymagać takiego trybu życia od wszystkich. Model kompleksowy, który pani wskazała jako najlepszy, stosowany jest między innymi w Wielkiej Brytanii. Przez lata wydawano tam kilkadziesiąt milionów funtów rocznie na edukację seksualną, a liczba przestępstw o charakterze seksualnym popełnianych przez nieletnich, nastoletnich ciąż i przeprowadzanych aborcji czy zarażeń wirusem HIV rosła. Wielka Brytania faktycznie ciągle zmaga się z bardzo poważnym problemem nastoletnich ciąż. To zjawisko jest monitorowane od lat 50. XX wieku. Ostatni z okresów wysokiego wzrostu zjawiska przypada na koniec lat 90. i był powiązany z szeregiem państwowych zasiłków i ulg dla młodych matek. Siedemnastoletnia dziewczyna, która pochodziła z niezamożnej rodziny i zaszła w ciążę, mogła otrzymać od państwa na przykład mieszkanie. To zjawisko eskalowało do tego stopnia, że dla niektórych stało się sposobem na życie. W pewnym momencie rząd brytyjski stracił kontrolę nad programem i zwrócił się o pomoc w tej sprawie do Holendrów, którzy dzięki edukacji seksualnej i szeregowi działań medialnych, rządowych i edukacyjnych mieli do czynienia z jednym z najniższych odsetków nastoletnich ciąż na świecie. Holenderscy eksperci opracowali program, który miał zmniejszyć liczbę nastoletnich ciąż o odpowiedni procent w ciągu dekady. Po tym, jak zaangażowano w to resort edukacji i zdrowia, stworzono nowe struktury rządowe, a także lokalne, odsetek nastoletnich ciąż znacząco spadł i ciągle maleje. W 2016 roku zanotowano również osiemnastoprocentowy spadek zakażeń wirusem HIV. Miałam już sytuację, że po wystąpieniu w mediach próbowano mnie zastraszyć, nawet przy użyciu noża. Zdarzały się też wulgarne krzyki za mną, a obce osoby obrażały mnie na ulicy. Dobrze, że przynajmniej moment, kiedy szkoły bały się nas zapraszać, już minął. Czy proces edukacji seksualnej w Polsce przeszedł duże zmiany od lat 90.? Wtedy było źle, a teraz jest gorzej. Po zmianie systemowej do szkół wprowadzono wychowanie do życia w rodzinie, które skupiało się na rodzinie heteroseksualnej, nastawionej na reprodukcję. O innych orientacjach seksualnych nie mówiło się w ogóle albo przedstawiano je w negatywnym świetle. Osoby, które prowadziły zajęcia, rzadko były wykwalifikowane i często przekazywały materiał zgodny z własnym światopoglądem. W moim przypadku był to nauczyciel wiedzy o społeczeństwie. To jeden z najpopularniejszych wyborów – obok nauczycieli WF-u i przedmiotów artystycznych. Często były to osoby, które w ogóle nie potrafiły mówić o seksualności i rumieniły się przed uczniami, wymawiając słowo „prezerwatywa”. Sytuacja była zła, ale ministerialne minima programowe były akceptowalne, choć dalekie od ideału. Aż do czasu reformy edukacji minister Anny Zalewskiej. Co się zmieniło? W podstawie programowej pojawiły się zapisy, mówią o tym, że uczeń powinien umieć ocenić stosowanie antykoncepcji z perspektywy etyki i moralności. Jakim prawem mamy uczyć tego w szkole, która w założeniu ma być instytucją neutralną światopoglądowo?! Ale to za PO w podręcznikach do WDŻ można było znaleźć zapisy mówiące o tym, że „prezerwatywy w sposób niezbyt skuteczny zapobiegają ciąży”, a „stosowanie środków antykoncepcyjnych jest uzależnieniem losu swego i dziecka od techniki i farmacji”. To są fragmenty z podręcznika pani Teresy Król, który obowiązuje w zdecydowanej większości polskich szkół. Grupa „Ponton”, we współpracy z Federacją na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, opublikowała w 2015 roku analizę merytoryczną podręczników do WDŻ. Takie cytaty faktycznie nie są żadną nowością, ale to, co dzieje się obecnie, to „dobra zmiana” w zupełnie innej skali. Ale czy PiS naprawdę przeprowadza rewolucję w zakresie edukacji seksualnej? Podręcznik pani Król jest napisany zgodnie z ideologią minister Zalewskiej. Wielokrotnie krytycznie odnosiliśmy się do zapisów tej pozycji, a podczas naszych zajęć obalamy powtarzane w niej mity. PiS w nowej podstawie programowej uwzględnia skrajny margines, który mógł pojawić się na lekcjach, ale nie był legitymizowany przez ministerstwo. Przed rokiem 2015 było inaczej? Bywało. „Ponton” miał wstęp do Ministerstwa Edukacji w zakresie konsultacji niektórych projektów. Teraz drzwi są zamknięte. Nigdy nie było tak radykalnych zapisów w podstawie programowej MEN i nigdy nie zapraszano Ordo Iuris do Ministerstwa Edukacji. W raporcie Ordo Iuris wasza organizacja figuruje jako zagrażająca dzieciom. Zaraz obok Amnesty International! To absurd, a przez takie działania dyrektorzy szkół boją się nas zapraszać. Od początku rządów PiS-u notujecie spadek liczby wniosków o przeprowadzenie warsztatów? W momencie, w którym PiS podjęło działania w kwestii zmian podstaw programowych i prawa aborcyjnego, na jakiś czas zapanowała cisza. Oprócz lekcji organizujemy też telefon zaufania, moderujemy forum internetowe, prowadzimy koła dyskusyjne, jesteśmy obecni na największych polskich festiwalach muzycznych, ale to dzięki spotkaniom w szkołach możemy dotrzeć do największej liczby młodzieży. Władza bardzo stara się ukrócić naszą działalność, to widać chociażby po ministerialnej współpracy z Ordo Iuris. Niepokojący też był pomysł zdelegalizowania finansowania organizacji pozarządowych z zagranicy. Dla mnie to po prostu śmieszne, ale zdaniem niektórych nasza praca jest „szkodliwa”, a „Ponton” to de facto „organizacja przestępcza”. Dlaczego? Bo „mordujemy dzieci”, „gwałcimy dzieci”… O! I „seksualizujemy młodzież”! Słucham? Wiem, jak to brzmi, ale to wszystko już o sobie słyszałam. Spotykamy się z hejtem głównie na Facebooku, ale oskarżenia pod naszym adresem potrafią wypisywać i różne portale prawicowe. Miałam już sytuację, że po wystąpieniu w mediach próbowano mnie zastraszyć, nawet przy użyciu noża. Zdarzały się też wulgarne krzyki za mną, a obce osoby obrażały mnie na ulicy. Dobrze, że przynajmniej moment, kiedy szkoły bały się nas zapraszać, już minął. Kiedy? Gdy rodzice i nauczyciele zobaczyli, że w edukacji funkcjonuje co raz więcej absurdów, jak wystąpienia prof. Urszuli Dudziak, ekspertki MEN, która opowiadała o krzykach zamrożonych zarodków. Można bać się do pewnego poziomu absurdu, ale po przekroczeniu granicy te działania musiały spotkać się z reakcją. Naszą rolą jest nie tylko edukowanie seksualne młodzieży, ale także opiniowanie działań dorosłych. Mamy też wsparcie międzynarodowe, jesteśmy między innymi częścią Astra Youth, która obejmuje Europę Środkowo-Wschodnią i Azję Centralną w kwestii praw seksualnych i reprodukcyjnych. Kiedyś przyszła do mnie dziewczyna w wieku 17 lat, która od dwóch lat była w związku, i zapytała, czy to jest w porządku, że chłopak nie pyta jej o zgodę na seks, kiedy ona płacze i ją to boli. Antonina Lewandowska Jak sytuacja w Polsce wygląda na tle innych krajów naszego regionu? Na seksualność, zwłaszcza ludzi młodych, bardzo duży wpływ ma strach przed ciążą. Na Ukrainie edukacja seksualna skupia się na zupełnie innych aspektach. Seks w społeczeństwie, które ma dostęp do legalnej aborcji, jest postrzegany z innej perspektywy. Tak samo jak na innych aspektach koncentruje się edukacja seksualna w Czechach i na Słowacji, i w pozostałych krajach Europy – ze względu na dostępność tzw. tabletki „po”. Polskie prawo aborcyjne jest jednym z najostrzejszych w Unii Europejskiej, więc zmianie ulega cała optyka problemu. Legislacja wpływa na podejście społeczeństwa do seksu i seksualności? Nie tylko legislacja, ale również stereotypy. W Polsce dalej pokutuje mit, że dziecko nie jest istotą seksualną. Otóż jest, ale to seksualność zupełnie inna niż w przypadku dorosłych. Twórcy prawa wyznaczają surowe granice i oczekują, że społeczeństwo będzie ich przestrzegać. Osoby obecnie tworzące prawo w Polsce wychodzą z bardzo optymistycznego i naiwnego założenia, że jeśli czegoś zakażemy, to ludzie nie będą tego robić. Brak legalnego dostępu do antykoncepcji postkoitalnej nie wyeliminuje jej stosowania. Pozbawi tej możliwości najbiedniejsze osoby, które nie mogą załatwić sobie recepty od znajomego lekarza albo nie mają koleżanek za granicą. Jakie są najpopularniejsze pytania, które zadają wam uczniowie podczas lekcji? Od czterech lat prowadzę zajęcia w różnych organizacjach i każde są inne. Istnieje pewien schemat warsztatów, ale najważniejsza jest dyskusja. Lekcje prowadzimy tylko w Warszawie, ale nie ma żadnej prawidłowości dotyczącej poziomu wiedzy uczniów ze względu na rejon czy typ szkoły, do jakiej się udajemy. Zdarzają się grupy, w których młodzież swobodnie rozmawia o przemocy seksualnej, homofobii i wie o istnieniu implantów antykoncepcyjnych – tak było podczas jednych moich warsztatów w technikum samochodowym. Zdarzały się też grupy z najlepszych warszawskich liceów o zerowym poziomie wiedzy. Polska młodzież wiedzę o seksualności czerpie z pornografii i zasłyszanych mitów. Część osób rzeczywiście zadaje pytania w stylu: „co się stało, gdy pominęłam tabletkę” czy „uprawialiśmy seks bez zabezpieczeń, czy mogę zajść w ciążę?”. Są też pytania związane z próbami samobójczymi, zakłóceniami postrzegania własnego ciała, problemami z tożsamością oraz identyfikacją własnej seksualności. Musimy być bardzo dobrze przygotowani, bo niektóre przypadki są przerażające. To znaczy? Kiedyś przyszła do mnie dziewczyna w wieku 17 lat, która od dwóch lat była w związku i zapytała, czy to jest w porządku, że chłopak nie pyta jej o zgodę na seks, kiedy ona płacze i ją to boli. Trudno jest zliczyć różne absurdalne teorie o antykoncepcji – a słyszałam takie zarówno od młodzieży, jak i dorosłych: zakładanie dwóch prezerwatyw naraz, wstrzykiwanie hormonów w macicę, skakanie z szafy, płukanie pochwy colą, bo skoro wyżera rdze, to jest też plemnikobójcza… Często po zajęciach zostaje kolejka uczniów, którzy mają osobiste pytania. To wynika z braku umiejętności rozmowy na trudne tematy? Polacy nie mają w ogóle świadomości tego, jak rozmawiać z młodzieżą o przemocy, o dbaniu o własne granice. Rodzice często nie wiedzą, że dziecko podjęło jakąkolwiek aktywność seksualną. W szkole się o tym nie rozmawia, bo młodzież nie ma zaufania do nauczycieli. Sytuacja skutkuje takimi zgłoszeniami jak to z wakacyjnego telefonu zaufania, na który zadzwoniła czternastoletnia dziewczyna. Chciała się dowiedzieć, w jaki sposób ma przedstawić swojego chłopaka rodzicom. Po chwili rozmowy okazało się, że jej partner ma 31 lat. Pytań i zgłoszeń jest dużo, a programy w rodzaju „W stronę dojrzałości” mogą budzić niedowierzanie albo nawet rozbawienie, ale ich konsekwencją będzie więcej takich przypadków. W pewnym wieku dziewczynki słyszą od rodziców, że nie mogą zakładać tak krótkiej spódnicy, bo kogoś sprowokują, albo że nie powinny wracać same do domu, bo to niebezpieczne. Szkoda, że mało który rodzic odbywa podobną rozmowę ze swoim synem o tym, że ma nie zaczepiać i nie gwałcić. Antonina Lewandowska Jakie metody antykoncepcji zna młodzież? Zawsze mówią o prezerwatywach i tabletkach, czasem o plastrach lub krążkach antykoncepcyjnych, parę razy ktoś wspomniał o spirali czy o implantach. W niektórych liceach trafiały się też odpowiedzi typu wchodzenie po schodach lub skakanie na skakance. Nie tylko młodzież ma problemy z wiedzą o seksualności – w jednym z raportów Instytut Badań Edukacyjnych około 20 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nie wie czy lub że nie da się zajść w ciążę uprawiając seks na stojąco. Czy rodzice w Polsce rozmawiają ze swoimi dziećmi na temat seksu? Jest taki stary dowcip, który krąży w środowisku edukatorskim. „Ojciec siada z synem i mówi: synu, musimy porozmawiać o seksie. Dziecko głęboko wzdycha i mówi: dobrze, tato. To co chciałbyś wiedzieć?”. Niestety, ale jeżeli w rodzinie rozmawia się o seksualności, to zdecydowanie zbyt późno, a zazwyczaj w ogóle się nie rozmawia. Wstydzimy się ciała, nagości, rozmów o doświadczeniach – zarówno tych dobrych, jak i złych. Dlatego młodzież szuka odpowiedzi w internecie, kolorowych pismach i u znajomych. Zazwyczaj w pewnym wieku dziewczynki słyszą od rodziców, że nie mogą zakładać tak krótkiej spódnicy, bo kogoś sprowokują, albo że nie powinny wracać same do domu, bo to niebezpieczne. Szkoda, że mało który rodzic odbywa podobną rozmowę ze swoim synem o tym, że ma nie zaczepiać i nie gwałcić. Chłopcy też się do was zwracają? Oczywiście. Jest bardzo dużo pytań o wielkość przyrodzenia, związanych z kompleksem, który wywołują filmy pornograficzne. Dzwonią do nas tacy, którzy pytają, czy wszystko jest z nimi w porządku, bo nie zawsze maja ochotę na seks. Raz zadzwonił chłopak, który spytał o to, w jaki sposób nakłonić dziewczynę do seksu analnego. Wolontariuszka spytała, czy poruszył z nią już ten temat, a on był zszokowany, że w ogóle powinien rozmawiać o seksie ze swoją partnerką. Młodzi mężczyźni bardzo często nie mają świadomości swojej seksualności i podążają za popkulturowym, szkodliwym wzorcem. Istnieje ogromna presja społeczna, która została zbudowana wokół stereotypu „prawdziwego mężczyzny”, który nie płacze i zawsze ma ochotę na seks. Grupa „Ponton” przedstawiła swoje krytyczne stanowisko wobec kampanii „W stronę dojrzałości”, wystosowaliście też pismo z pytaniami do Ministerstwa Zdrowia. Filmy przeznaczone dla tutorów zniknęły ze strony projektu, ale program dalej obowiązuje. Jakie są wasze plany na najbliższą przyszłość? Nasze dalsze działania w tej kwestii uzależniamy od reakcji Ministerstwa Zdrowia, ale mogę obiecać, że nie zostawimy tej sprawy. Skoro tu jesteś... ...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności. Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców! tutaj możesz dołączyć do grona naszych comiesięcznych Darczyńców tutaj możesz wesprzeć nas na Antonina Lewandowska aktywistka, członkini Grupy Edukatorów Seksualnych „PONTON”, ekspertka do spraw praw seksualnych i reprodukcyjnych. Uczestniczka wielu wydarzeń krajowych (przedstawicielka strony społecznej przy Komisji Zdrowia w Sejmie RP, mówczyni podczas Kongresu Kobiet w Poznaniu w 2017 roku) i międzynarodowych (młodzieżowa ekspertka na konferencji WHO w Berlinie w 2017 roku, reprezentantka strony polskiej w Parlamencie Europejskim podczas Youth Gender Equality Forum 2018). W przeszłości współpracowała z takimi organizacjami jak młodzieżowa grupa edukatorska Te Tematy, Społeczny Komitet ds. AIDS czy ASTRA Youth. Prywatnie studentka socjologii w ramach MISH UW, zajmująca się seksuologią społeczną i badaniami kontrkultury. Jakub Bodziony współpracownik „Kultury Liberalnej”. W dokumencie opublikowanym przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) przedstawiono zalecane standardy edukacji seksualnej, które określają, co dzieci i młodzież w zależności od wieku powinny wiedzieć i rozumieć, jakie sytuacje i wyzwania czekają na nie i jak powinny sobie z nimi radzić, a także, jakie wartości i postawy powinny zostać w ich przypadku ukształtowane. Jak podkreślają ich autorzy, standardy dotyczą wszystkiego, co należy rozwinąć u dzieci i młodzieży, tak aby utrzymały zdrowie, wykazywały pozytywne nastawienie i czerpały satysfakcję z własnej seksualności. W dokumencie podkreślono, że edukacja seksualna człowieka rozpoczyna się w momencie narodzin i trwa całe życie. Zwrócono uwagę, że najistotniejszą rolę, zwłaszcza we wczesnym okresie rozwoju dziecka, odgrywają rodzice. Stanowią oni także wzorce pełnienia ról płciowych oraz wyrażania emocji, seksualności i czułości. Autorzy publikacji zaznaczają, że edukacja seksualna powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci. Stworzenie dokumentu - jak podkreślono - jest odpowiedzią na pojawienie i rozprzestrzenianie się wirusa HIV, narastające problemy związane z wykorzystywaniem seksualnym dzieci i młodzieży, oraz na zmianę podejścia do zagadnień dotyczących zachowań seksualnych młodych osób. Organizacja zastrzega, że przedstawione w standardach założenia powinny zostać dostosowane do konkretnych potrzeb oraz istniejącej w poszczególnych krajach sytuacji. W dokumencie przedstawiono matrycę zawierającą zagadnienia, które powinny zostać omówione z dzieckiem w ramach edukacji seksualnej na określonym etapie rozwoju. Wyszczególniono grupy wiekowe dzieci i młodzież w wieku: 0-4 lata, 4-6 lat, 6-9 lat, 9-12 lat, 12-15 lat oraz osoby powyżej 15. roku życia. Zaznaczono jednocześnie, że graniczne limity wiekowe powinny być traktowane w elastyczny sposób. Według standardów WHO dzieci w grupie wiekowej 0-4 powinny znać wszystkie części ciała i ich funkcje, praktykować higienę osobistą (mycie każdej części ciała), posiadać wiedzę na temat różnego sposobu stawania się członkiem rodziny (na przykład poprzez adopcje). W tej grupie wiekowej zalecana jest także rozmowa z dzieckiem na temat radości i przyjemności z dotykania własnego ciała, masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa, rozmowa na temat zagadnień płodności i prokreacji, a także nauczenie dziecka poprawnego słownictwa. takiego jak ciąża, poród, posiadanie dzieci. W standardach dla dzieci w tym wieku wskazano także na uzyskanie świadomości tożsamości płciowej, umiejętność wyrażania własnych potrzeb, życzeń i granic, na przykład w kontekście "zabawy w lekarza". Ten punkt - według WHO - ma odpowiadać na ciekawość dziecka dotyczącą własnego ciała i ciał innych osób oraz nauczenia szacunku wobec nich. Dzieci powinny także rozumieć, że uczucia mogą być wyrażane na wiele różnych sposobów, a także nabyć umiejętność rozmowy o własnych związkach i rodzinie. W grupie wiekowej 4-6 dzieci powinny dodatkowo poznać różnice dotyczące ciała i rozwoju związane z płcią, a także różnice między miłością i przyjaźnią. Powinny też uzyskać informacje na temat mitów związanych z prokreacją (na przykład, że nowe dziecko zostało "przyniesione przez bociana"). Powinny poznać pojęcia takie jak pierwsza miłość, zauroczenie i nieodwzajemniona miłość. Dzieci w tym wieku powinny także znać różne koncepcje rodziny oraz mieć świadomość, że istnieją osoby, które nie są dobre, udają, że są uprzejme, ale mogą posunąć się do przemocy. W grupie wiekowej 6-9 dziecko powinno rozpoznawać zmiany zachodzące w swoim ciele, poznać różnice między przyjaźnią, miłością i pożądaniem, poznać podstawowe metody antykoncepcji, posiadać podstawowe informacje związane z cyklem płodności, oraz mieć świadomość, że seks jest przedstawiany w mediach w różny sposób. Dzięki tym informacjom - jak tłumaczono - dzieci powinny rozumieć, że ludzie mogą wpływać na własną płodność. Natomiast dzieci w wieku 9-12 powinny poznać sposoby radzenia sobie z presją grupy rówieśniczej. Powinny także posiadać informacje na temat skutecznego stosowania prezerwatyw i środków antykoncepcyjnych w przyszłości. W tej grupie wiekowej wskazano także na potrzebę nauki akceptacji, szacunku i rozumienia różnorodności dotyczącej seksualności i orientacji seksualnych. W tym wieku zalecana jest rozmowa na temat pierwszych doświadczeń seksualnych, przyjemności, masturbacji, orgazmu. Dziecko powinno także rozumieć, że każda osoba ma własny "zegar" rozwoju seksualnego. Według standardów WHO dzieciom i młodzieży w wieku 12-15 powinno się udzielić szczególnej pomocy w radzeniu sobie z okresem dojrzewania. Powinny one posiadać umiejętność reakcji na niesprawiedliwości, dyskryminacje i brak równości. W tym wieku - jak wskazują autorzy dokumentu - młodzi ludzie powinni umieć rozpoznawać objawy ciąży czy chorób przenoszonych drogą płciową. Wskazano także na potrzebę rozwijania ich aspiracji do stworzenia udanych związków opartych na równości. Z kolei młodzi ludzie w wieku 15 i więcej powinni znać i określić własne wartości i przekonania. Powinni także wiedzieć, jak właściwie komunikować się ze swoim partnerem na zasadach równości, rozumieć, że współżycie to więcej niż stosunek płciowy. Powinni także być gotowi na dokonanie "coming outu" (czyli ujawniania wobec innych uczuć homoseksualnych lub biseksualnych). Młodzież powinna także umieć zmienić możliwe negatywne odczucia, odrazy i nienawiści wobec homoseksualizmu na akceptację różnic seksualnych związków. Młodym ludziom w tym wieku powinno się także przekazać informacje na temat przemocy seksualnej i skutków przerywania ciąży w warunkach niebezpiecznych dla zdrowia kobiety. Powinni też posiadać poczucie odpowiedzialności za własną rolę/punkt widzenia w odniesieniu do zmian społecznych. Standardy WHO opracowało 19 ekspertów z różnych dziedzin, takich jak medycyna, psychologia oraz nauki społeczne. Pochodzili oni z 9 krajów Europy Zachodniej. W trwającym ponad półtora roku procesie brały udział instytucje rządowe, organizacje pozarządowe, organizacje międzynarodowe i środowiska akademickie. W połowie lutego prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał tzw. deklarację LGBT+. Dokument zakłada działania w takich obszarach, jak: bezpieczeństwo, edukacja, kultura i sport, administracja, a także praca. W dziedzinie edukacji w deklaracji zapowiedziano wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w każdej szkole, uwzględniającej kwestie tożsamości psychoseksualnej i identyfikacji płciowej, zgodnej ze standardami i wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Decyzja o podpisaniu deklaracji była w ostatnim czasie krytykowana przez polityków PiS. Pismo do prezydenta stolicy w tej sprawie skierował także Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak. RPD poprosił o odpowiedź na to, "jakie korzyści i dobra ma nieść realizacja deklaracji LGBT plus w zakresie konstytucyjnego prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi poglądami?". RPD ocenił, że standardy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), na które powołano się w deklaracji, "niosą ze sobą stwierdzenia, które są wątpliwe dla wielu rodziców". O tym jak uczyć o seksualności możemy dowiedzieć się z najnowszej publikacji dotyczącej edukacji seksualnej opracowanej przez UNESCO i WHO w 2018 r. RPO zapytał o najnowsze rekomendacje po tym, jak przeciwnicy warszawskiej „Deklaracji LGBT+” zaczęli się odwoływać w debacie do wcześniejszych dokumentów WHO Przy okazji WHO przesłało Polsce zestaw materiałów na temat sposobów prowadzenia edukacji seksualnej w różnych państwach świata oraz aktualne dane potwierdzające pozytywne skutki tych działań Wobec licznych kontrowersji, które narosły w toku debaty wokół edukacji seksualnej i standardów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do dr Palomy Cuchi, dyrektorki Przedstawicielstwa WHO w Polsce, z prośbą o wyjaśnienie, jakie standardy WHO należy uznać za aktualne i jak powinno się je interpretować. Pytanie to Rzecznik skierował w związku z wezwaniem otrzymanym od Rzecznika Praw Dziecka w sprawie „Deklaracji LGBT+”[1]. W odpowiedzi wskazano, że najnowszą międzynarodową publikacją zawierającą rekomendacje dotyczące edukacji seksualnej jest dokument opracowany przez UNESCO i WHO w 2018 r., który zawiera też informacje na temat sposobów prowadzenia edukacji seksualnej w różnych państwach świata oraz aktualne dane potwierdzające pozytywne skutki tych działań. Do pisma do Rzecznika Praw Obywatelskich WHO dołączyła także dokumenty podsumowujące najistotniejsze aspekty stanowiska i wytycznych WHO w obszarze edukacji seksualnej. Na ich podstawie, a także w oparciu o analizę przebiegu debaty publicznej na ten temat, opracowaliśmy fakty i mity dotyczące edukacji seksualnej w Polsce, z perspektywy Rzecznika Praw Obywatelskich. Poniżej przedstawiamy także polskie tłumaczenie pełnej odpowiedzi Przedstawicielki WHO w Polsce oraz anglojęzyczne wersje publikacji i dokumentów załączonych do skierowanego do RPO pisma. MIT: Edukacja seksualna prowadzi do seksualizacji i demoralizacji dzieci i młodzieży. Wyniki badań przeprowadzonych w wielu państwach jednoznacznie wskazują, że profesjonalna i prowadzona w szkole edukacja seksualna nie skutkuje wcześniejszym rozpoczęciem współżycia seksualnego przez młode osoby. Wręcz przeciwnie – przekazywane w czasie takich zajęć informacje skłaniają do odpowiedzialnych, przemyślanych i bezpiecznych decyzji i zachowań seksualnych. Doświadczenia krajów, w których edukacja seksualna jest obowiązkowa od lat, dostarczają dowodów na jej pozytywne skutki. Należy wśród nich wymienić: obniżenie liczby niechcianych ciąż wśród nastolatek, spadek zachorowań na infekcje przenoszone drogą płciową wśród osób w wieku 15-24 lat, spadek zakażeń wirusem HIV wśród osób w grupie wiekowej 15-24 lata, zmniejszenie skali homofobii i motywowanej nią przemocy, spadek liczby przestępstw na tle seksualnym. Poza tymi potwierdzonymi statystycznie korzyściami, edukacja seksualna ma też szereg pozytywnych skutków w wymiarze emocjonalno-społecznym. Wbrew dominującej opinii przedmiotem takich zajęć nie są bowiem tylko kwestie fizyczno-biologiczne. Prowadzone właściwie, według przemyślanego i dopasowanego do grupy wiekowej programu, lekcje edukacji seksualnej pomagają rozwijać u młodych osób szacunek do innych i samych siebie, budować poczucie własnej wartości, a w konsekwencji, także kształtować zdrowe, silne i wartościowe relacje i związki. (zob. Policy Brief no. 2 - Sexuality education: What is its impact?) MIT: Zajęcia edukacji seksualnej prowadzone w szkole naruszają prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami. W obecnym stanie prawnym w Polsce treści dotyczące wiedzy o życiu seksualnym człowieka są w szkole przekazywane w ramach zajęć „Wychowanie do życia w rodzinie”, z których rodzice mogą zwolnić swoje niepełnoletnie dziecko. W przypadku, w którym to organizacje pozarządowe chciałyby współprowadzić takie zajęcia jako dodatkowe, muszą uzyskać wcześniej zgodę dyrektora szkoły i pozytywną opinią rady rodziców. Przepisy zapewniają więc rodzicom co do zasady pełną realizację ich prawa do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami w odniesieniu do zajęć o seksualności. W opinii RPO przyjęte obecnie rozwiązania są jednak niesatysfakcjonujące – zarówno pod względem podręcznika wykorzystywanego na zajęciach „Wychowanie do życia w rodzinie”[2], jak i fakultatywnego charakteru tych zajęć. Również z najnowszych informacji gromadzonych przez WHO wynika, że najlepszym i najskuteczniejszym sposobem na edukację seksualną jest wprowadzenie obowiązkowych zajęć w szkole. Takie rozwiązanie gwarantuje dotarcie do szerokiego grona dzieci i młodzieży, profesjonalną realizację opracowanego wcześniej i dostosowanego do grupy wiekowej programu nauczania, a także przekazywanie treści w środowisku, które co do zasady powinno być dla wszystkich uczniów przestrzenią bezpieczną i sprzyjającą rozwojowi (zob. Policy Brief no. 4 - Why should sexuality education be delivered in school-based settings?) . Czy obowiązkowa edukacja seksualna nie naruszałaby w takim razie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami? Nie, bo prawo to nie ma charakteru absolutnego, a jego granice, tak jak w przypadku pozostałych praw i wolności, wyznaczają inne normy rangi konstytucyjnej i ustawowej. Prawo do otrzymania rzetelnej edukacji seksualnej wynika przede wszystkim z prawa do nauki, a także, jak wskazuje WHO, z prawa do ochrony zdrowia i dostępu do informacji ze zdrowiem związanych. Rodzice nie mogą oczekiwać, że wszystkie treści przekazywane dzieciom w szkole będą zgodne z ich światopoglądem (co potwierdził też Trybunał Konstytucyjny i Europejski Trybunał Praw Człowieka[3]). W przypadku edukacji seksualnej to prawa dzieci powinny być potraktowane priorytetowo. MIT: Standardy WHO wskazują, że edukacja seksualna powinna być prowadzona już w żłobkach i przedszkolach. Jednym ze sloganów najczęściej używanych w toku debaty publicznej przez przeciwników edukacji seksualnej zgodnej ze standardami WHO, stał się zarzut, że zakładają one „uczenie 4-latków masturbacji”. Podstawą jego sformułowania, a tym samym źródłem emocji i kontrowersji, jest matryca z publikacji „Standardy edukacji seksualnej w Europie” wydanej przez Biuro Regionalne WHO dla Europy i niemieckie BZgA (Federalne Centrum Edukacji Zdrowotnej) w 2010 r., w której uwzględniono już grupy wiekowe 0-4 a także 4-6 lat. Niewłaściwym uproszczeniem jest jednak stwierdzenie, że dokument przewiduje edukację seksualną dla dzieci w takim wieku, a tym bardziej, że edukacja ta ma obejmować „naukę masturbacji w przedszkolach”. Matryca wskazuje na (potwierdzone naukowo) zmiany w zachowaniu dzieci na kolejnych etapach ich rozwoju, w tym na pojawiające się i rosnące zainteresowanie własnym ciałem. Następnie uwzględnia te szczególne etapy rozwoju i proponuje jak przekazać wiedzę odpowiednią dla danego wieku. Nie tylko na temat seksualności rozumianej biologicznie i fizycznie, ale też – a może przede wszystkim – rozumianej emocjonalnie i psychologicznie. Przy tym wszystkim natomiast, zarówno sama matryca jak i cała publikacja oraz pozostałe publikacje WHO, stanowią jedynie sugestie ekspertów. Nie są ani gotowym planem zajęć lekcyjnych, ani przepisami prawa. Z samych dokumentów WHO wynika, że kluczowym aspektem wprowadzenia edukacji seksualnej są właściwe konsultacje, korzystanie z doświadczeń innych państw, a także wsparcia krajowych i międzynarodowych organizacji. Program takich zajęć musi być bowiem rzetelnie przygotowany w drodze wieloetapowych działań – na to właśnie wskazują zalecenia WHO, nie na „naukę masturbacji w przedszkolach” (zob. Policy Brief no. 3 -Introducing sexuality education: key steps). MIT: Tematy dotyczące seksualności człowieka są na tyle osobiste i wrażliwe, że nie powinny być poruszane z dziećmi i młodzieżą poza domem rodzinnym. Argumentem wielokrotnie formułowanym przeciwko prowadzeniu edukacji seksualnej w szkole jest pogląd, że tematy te dotykają sfery prywatnej, w którą nie powinien ingerować nikt poza rodzicami dziecka. Wyobrażenie, że dzieci, a tym bardziej nastolatkowie, nie stykają się w życiu codziennym z seksualnymi treściami wydaje się być natomiast oderwany od rzeczywistości. Jak wskazuje dr Paloma Cuchi: „Niektórzy rodzice myślą, że jeśli oni nie rozmawiają o seksie, to dzieci nigdy się z nim nie zetkną. Tymczasem dzieci są bombardowane tego typu informacjami przez media, filmy, internet, słyszą je od swoich kolegów w szkole czy z wielu innych źródeł. Skoro milcząco przyzwalamy na to, żeby nasze dzieci czerpały wiedzę z niepewnych źródeł, to dlaczego sprzeciwiamy się jakościowej edukacji seksualnej? Przecież chodzi w niej o wyposażenie dzieci w narzędzia, dzięki którym będą zdrowsze w przyszłości”[4]. Trudno nie zgodzić się, że edukacja seksualna, prowadzona przez specjalistów i w oparciu o przemyślany program nauczania, ma szansę zniwelować negatywne skutki, które może wywierać medialno-internetowy przekaz na temat seksualności, docierający do dzieci w niepełnej, zniekształconej, wyrwanej z kontekstu i niekontrolowanej formie. Nie wszyscy rodzice są w stanie i chcą prostować i uzupełniać te informacje na własną rękę w domu. Jednostronna wola i starania rodziców też nie wystarczą do efektywnej rozmowy. Młode osoby czują się natomiast w znamienitej większości niezręcznie omawiając temat seksualności z rodzicami i, odwrotnie do wyobrażonego poglądu, kwestie osobiste i wrażliwe wolą poruszać w środowisku szkolnym niż w domu (zob. Policy Brief no. 1 – Sexuality Education – what it is?). MIT: Debata o edukacji seksualnej rozpoczęło podpisanie przez Prezydenta Warszawy Deklaracji LGBT +. Pojawiające się w debacie publicznej komentarze mogą sugerować, że „Deklaracja LGBT+”, zakładająca prowadzenie w warszawskich szkołach zajęć z edukacji seksualnej zgodnej ze standardami WHO, zainicjowała nieznany wcześniej w Polsce koncept. W rzeczywistości, pewna forma edukacji seksualnej jest obecna w polskim programie nauczania (jako przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”), a obowiązek dostosowania jej do prawnych zobowiązań i międzynarodowych standardów od lat postuluje Rzecznik Praw Obywatelskich[5]. Konieczność prowadzenia rzetelnej edukacji seksualnej wynika wprost z prawa młodych osób do jej otrzymania. Na to to prawo wskazuje natomiast zarówno Konstytucja RP, jak i ratyfikowane przez Polskę (a tym samym stanowiące w Polsce prawo powszechnie obowiązuję) umowy międzynarodowe – w tym Konwencja o prawach dziecka, Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz Konwencja Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywanie niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych. W polskich przepisach ustawowych (ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży) także wskazano na obowiązek wprowadzenia do programów nauczania szkolnego wiedzy o życiu seksualnym człowieka. Konieczność dostosowania takich zajęć do międzynarodowych standardów wielokrotnie zalecały Polsce organy ochrony praw człowieka, które na przestrzeni swojej działalności sformułowały podstawowe założenia, które edukacja seksualna powinna spełniać dla realizacji prawa do nauki i prawa do ochrony zdrowia[6]. Warszawska Deklaracja LGBT + z pewnością nie jest więc dokumentem wprowadzającym w Polsce edukację seksualną - prowadzenie takich zajęć przewidują bowiem polskie przepisy prawa i wiążące Polskę zobowiązania międzynarodowe. [2] Prof. dr hab. Zbigniew Izdebski, Dr Krzysztof Wąż, „Ekspertyza podręczników do wychowania do życia w rodzinie dopuszczonych do użytku szkolnego, uwzględniających nową podstawę programową kształcenia ogólnego w gimnazjum”, Zielona Góra, 12 grudnia 2013 r.; Dr hab. prof. UW Barbara Fatyga, „Ekspertyza dotycząca podręczników do wychowania do życia w rodzinie dla gimnazjum”, Warszawa, 10 grudnia 2013 r. [5] Zob. Zob. Wystąpienia Generalne Rzecznika Praw Obywatelskich do Ministra Edukacji Narodowej z dnia 11 marca 2019 r., z dnia 3 grudnia 2018 r., z dnia 25 sierpnia 2017 r., z dnia 20 marca 2017 r.

brytyjski program o edukacji seksualnej